Czejść ;)
Dzisiaj opowiemy Wam głupie historie, które przytrafiły nam się w McDonaldzie w ciągu ostatnich kilku miesięcy:
- Gdy razem z naszą znajomą odwiedziłyśmy tą "restaurację" na kasie stał chłopak (Wojtek), który wygląda i mówi identycznie jak Sheldon z "Teorii Wielkiego Podrywu"
- Saitade podczas jedzenia McFlurr'a parsknęła śmiechem i wszystko co miała w ustach poleciało na puste (całe szczęście) pudełko po frytkach (MNIAM)
- Pugie podczas jedzenia BigMaca cały czas spadała sałata pomimo tego, że trzymała kanapkę w serwetce (#jemjakmałpa)
- Z pojemnikach po lodach i smoothie zbudowałyśmy Hot-Spot (mini satelitę z kubków)
- Taka rozmowa przed wejściem do Maka
Saitade: Patrz zabawki z SuperMario!!!!
Pugie: Co?? SuperMajo?
- Kiedyś zamówienie podawał nam sobowtór (Patryk był identyczny jak Miłosz) starszego kolegi Saitade
- Saitade przy odbieraniu Flurrów powiedziała do pracownika "Dziękuję, wzajemnie", gdy ten powiedział jej smacznego
- Przystojniak z Mc sprawdzając czy w naszych colach jest lód, czy tez go nie ma (zamawiamy bez xD) zaczął nimi trząść jak chory psychik (bez urazy, bro)
Bonusowo opowiemy Wam, że w dniu kiedy roboczo powstał ten wpis jechałyśmy z Maka, a naszym współpasażerem był "Sheldon"... a miałyśmy nadzieję spotkać go na kasie...... Koleje losu...
To na tyle dzisiaj. Mamy nadzieję, że również podzielicie się z nami waszymi zabawnymi historiami, niekoniecznie z McDonalda. Na historie czekamy w komentarzach, a my się z Wami żegnamy, papapapapatki :)